Szara rzeczywistość... złość... łzy... nienawiść... smutek... bezradność... bezsilność... kłamstwo. Między tym wszystkim Ty... mój Boże. Światełko w tunelu... sens mojego życia... Droga moja...
Dziękuję
Nie żyj przeszłością.... bo przyszłość Cię znienawidzi....
Jak umarły liść
Gnany przez wiatr
Tak idę bez celu
Ze smutkiem i w trudzie
Kim jestem? Dokąd zmierzam?
Jak człowiek bez celu
Błądzący ulicami
Niestrudzenie
Od świtu po zmrok
Kim jestem? Dokąd zmierzam?
Jak serce bez miłości
Nudą otoczone
I nikt nie wie
O mej samotności
Ale świat rozszalały
Przegnał mi tę myśl
Z wolna zamieram
Z wolna się pogrążam
Kim jestem?
Czy kiedykolwiek się dowiem?
Jan-Francieszek
"Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby,
kiedy będziesz siedział obok niej i będziesz wiedział,
że ona nigdy nie będzie Twoja."
„Raz pewien potężny czarnoksiężnik, chcąc zniszczyć królestwo, wlał magiczny płyn do studni, z której czerpali wszyscy mieszkańcy. Ktokolwiek napił się tej wody, stawał się szalony.
Następnego ranka wszyscy mieszkańcy napili się ze studni i każdy z nich popadł w obłęd, z wyjątkiem króla i rodziny królewskiej, która miała własna studnię, a do niej czarnoksiężnik nie zdołał dotrzeć. Zaniepokojony król próbował opanować sytuację, wydając szereg dekretów, które miały poprawić bezpieczeństwo i stan zdrowia mieszkańców, jednak strażnicy i inspektorzy, którzy również napili się zatrutej wody, uznali dekrety za absurdalne i wcale nie zamierzali ich wypełniać.
Gdy do poddanych dotarła wieść o królewskich dekretach, doszli do wniosku, że ich władca oszalał i głośno protestując, udali się pod pałac, domagając się jego abdykacji.
Zdesperowany król gotów był już opuścić tron, ale królowa powstrzymała go słowami: „Chodźmy teraz i my napić się wody. Wtedy staniemy się tacy jak oni”.
I tak też uczynili. Kiedy tylko król i królowa napili się wody szaleństwa, natychmiast zaczęli mówić od rzeczy. Wówczas poddani zaczęli go żałować. Skoro król zaczął przemawiać tak mądrze, dlaczego nie zostawić rządów w jego rękach?
I spokój znów zapanował w królestwie, choć ludzie zachowywali się w nim całkiem inaczej, niż mieszkańcy ościennych krajów. Zaś król panował aż do końca swoich dni.”
Paulo Coelho-
fragment książki „Weronika postanawia umrzeć”
***
Róża
Róża to kwiat
albo imię umarłej dziewczyny
Różę w ciepłej dłoni można złożyć
albo w czarnej ziemi
Czerwona róża krzyczy
złotowłosa odeszła w milczeniu
Krew uciekła z bladego płatka
kształt opuścił suknię dziewczyny
Ogrodnik troskliwie krzew pielęgnuje
ocalony ojciec szaleje
Pięć lat mija od Twojej śmierci
kwiat miłości który jest bez cierni
Dzisiaj róża rozkwitła w ogrodzie
pamięć żywych umarła i wiara
Tadeusz Różewicz
***
Cierń
nie wierzę
nie wierzę od przebudzenia
do zaśnięcia
nie wierzę od brzegu do brzegu
mojego życia
nie wierzę tak otwarcie
głęboko
jak głęboko wierzyła
moja matka
nie wierzę
jedząc chleb
pijąc wodę
kochając ciało
nie wierzę
w jego świątyniach
kapłanach znakach
czytam jego przypowieści
proste jak kłos pszenicy
i myślę o bogu
który się nie śmiał
myślę o małym
bogu krwawiącym
w białych
chustach dzieciństwa
o cierniu który rozdziera
nasze oczy usta
teraz
i w godzinie śmierci
Tadeusz Różewicz
(Biała noc)
Biała noc
martwe światło
leży na pościeli
biała noc
widmo nocy
w takie noce
nie spadają
z drzew owoce
poeta otworzył
żyły wierszom
w takim świetle
w zimnym piekle
stoją meble
rosną
plamy na podłodze
biała noc
martwe ciało
leży na stole
wykrwawione zwierzę
na ołtarzu
za ścianą
mężczyzna i kobieta
na prześcieradłach krew
wizerunek miłości
Tadeusz Różewicz
***
Ktoś wyrzeźbił na skale
napis: "Kocham Cię na zawsze ".
Słowa przetrwały wieki,
a uczucie zatonęło w jeziorze obojętności.
"Żyjemy w kulturze afirmującej dążenie do sukcesu, efektywność, przydatność, młodość. Panuje moda na piękne, zdrowe ciało, życie bez problemów, choroby. Nie chcemy myśleć o ludziach niepełnosprawnych, tym bardziej o dzieciach nieuleczalnie chorych, cierpiących. To nie komponuje się w ramy świata idyllicznego, zakłóca codzienną sielankę konsumowania. Odpowiada nam znieczulenie na płacz za ścianą, zamykamy oczy, gdy widzimy zdjęcie chorego dziecka - ale... nikt z nas nie wie, co przyniesie jutro.
Czy za chwilę ja sam, silny, zdrowy, piękny, młody, nie będę stał po drugiej stronie, stronie człowieka potrzebującego pomocy. Choroba nie wybiera, nie pyta o Twoje plany, marzenia, potrzeby. Nieważne - masz ułożone życie, plany zawodowe, świetne perspektywy, ustablizowaną sytuację materialną, chcesz zwiedzić świat, a może jesteś biedny, nieszczęśliwy i może liczysz na lepsze jutro. Choroba przychodzi cicho, niespodziewanie, jest bezlitosna, pokazuje, że nie mamy wpływu na sprawy najważniejsze."
A może mój plan nie był doskonały?
Chociaż nie. To nie był mój plan. To coś innego.
I wcale nie pomaga tu zapomnienie o sobie, w tym wszystkim. W końcu człowiek musi sobie przypomnieć, że żyje. A nie tylko istnieje.
Czasem przecież zamykamy oczy. Słyszymy ciszę. I dowiadujemy się tak wiele o sobie...
Miałem kiedyś plan, oszukać własny strach.
Bez okien kupić dom, pod drzwi podstawić stół...
Będąc na skraju życia
Kiedy już wiesz
Jak mieć, jak chcieć
I jak wyglądać
Myślisz
Że już Ci nic nie trzeba
Widziałeś wszystko
Czułeś wszystko
I miałeś wszystko
Ale idąc pewnym krokiem
Zatrzymaj się
I posłuchaj
Bo miłość to wcale nie
Kolorowa fotografia
Kolorowej pary
W kolorowym parku
To nie śmiechy
Ukrywające smutek
I nie żal
Przykryty beztroską
Lecz to szare zmartwienie
Szara niepewność
I szara bezradność
W kolorowych sercach
Kolorowych ludzi
Budzących się do życia…
Człowiek to taka dziwna istota... Nie umie, totalnie nie umie żyć teraźniejszością i czerpać z niej korzyści, przyjemności. Ciągle powtarza, że chciałby robić wielkie rzeczy, iść na żywioł, spełniać się, robić coś niecodziennego, niezwykłego. Żeby nie stracić szansy. A za jakiś czas, wracając do tego momentu, myśli sobie, że jednak właśnie ją stracił. Wie, że kawałek życia mu uciekł, przeleciał między palcami, czas został zmarnowany. Bo zamiast żyć z całych sił i zamieniać czynności 'zwykłe' w 'niezwykłe', ciągle pragnął czegoś więcej...
Mieć marzenia, to ważna, fundamentalna rzecz. Ale ważne też, by nie trwać w martwym punkcie.
Uczucie bezsensownie zmarnowanego czasu jest straszne. Tak myślę.
Czy nie wiesz
Że każdego dnia dostajesz
Nową szansę?
Bo jutro nie istnieje
Jest zbyt dalekie byś mógł
Pochwycić je wzrokiem
Zamrozić oddechem
I mieć na własność
Bo każdego ranka dostajesz
Nowe życie
Choć Tobie wydaje się
Takie stare
Zniszczone
Bezużyteczne
Patrząc na otaczający świat. Obserwując bez słowa ludzi przechodzących obok. Widząc ich zmiany, bądź moje wyobcowanie. Ich realizowanie się, bądź moje niespełnienie. Patrząc na wschodzące słońce (a może to umierająca noc?). Obserwując bez słowa zmiany zachodzące na niebie, na ziemi, i gdzieś jeszcze. Widząc wszystko, a jednocześnie nic. Bo skąd wiadomo kiedy to 'wszystko' zamienia się w 'nic'? Gdzie jest granica? Co ma większe znaczenie? Co w takim razie jest więcej warte, skoro tak blisko jednemu do drugiego? Co jest bardziej rzeczywiste?
Patrząc, obserwując i widząc, próbuję dojść do jakiś wniosków. Bo raz na jakiś czas chyba trzeba. Wypadałoby chyba.
Ale nie, to jednak nie ten dzień/wieczór/noc. Na dziś pozostaje tylko frustracja. Wnioski może innym razem.
Białe płatki śniegu patrzyły na siebie z zazdrością. Wszystkie takie same. Widziały swoje odbicia, podziwiały się nawzajem. Mówiły, że są piękne, wyjątkowe. Dotykając się nieporadnie, próbowały zbudować jedną całość. Lecz to tylko moment, krótka chwila... Wystarczył jeden mocniejszy podmuch. Bo to tylko delikatne płatki śniegu, które rozpłyną się, zanim zdążysz je zauważyć...
Udając, że rozmawiają, starały się zrobić wszystko, by stwarzać pozory.
I modlisz się, mając nadzieję, że Tobie wiatr nie wyziębi serca.
Słowa wyrwane z pojedynczych zdań
Aluzje
Podteksty
Gra w uczucia
Kto pierwszy się podda
Kto pierwszy zakończy film
Kto wytrwa jak najdłużej
Kto nie potrafi przegrywać
Chora sytuacja
Niedokończona opowieść
Zły początek
Brak zakończenia
Zero danych
Nieumiejętni aktorzy
Niedoświadczony scenarzysta
A stylistka
Tylko upiększa opakowania